Coraz więcej oporu w starym świecie wzbudza ugada prawna zawarta przez Google z wydawcami i autorami książek.
Choć treść umowy dotyczy tylko i wyłącznie praw do książek pochodzących z USA, i jest wstępnie akceptowana przez obie strony konfliktu musi zostac jeszcze zaakceptowana przez sąd . wzbudza duży niepokój wśród wydawców europejskich którzy obawiają się iż stracą część swoich praw do znajdujących się w bibliotekach Uniwersyteckich dzieł pochodzących z utworów europejskich które znalazły się w planie skanowania książek przez Google.
W myś ugody jeśli właściciel praw nie wyrazi sprzeciwu, Gogle może udostępnić segmenty pracy użytkownika Internetu,. Jednocześnie usługa ta będzie dostępna tylko na terytorium USA. Dostęp do całości pracy będzie odpłatny a zysk będzie dzielony pomiędzy Google a wydawcami danego dzieła.
Sprzeciw wobec takich warunków najsilniejszy jest wśród wydawców niemieckich lecz inne kraje także stają się coraz bardzie sceptyczne im bliżej do przewidywanego posiedzenia sądu w sprawi , który by zadecydował o formalnym zatwierdzeniu tej umowy.
Stowarzyszenie wydawców francuskich Syndicat National d’Edition stwierdziło, że umowa byłaby szczególnie niekorzystna dla wydawców spoza USA, bowiem wszystkie tytuły jakie ukazały się drukiem byłyby automatycznie włączone do cyfrowej biblioteki Google, jeśli właściciele praw autorskich nie wyraziliby sprzeciwu – jednocześnie właściciel nie byłby informowany ze jego dzieło jest dołączane do bazy lub jest planowane takie posuniecie.
Nordyckie stowarzyszenia wydawców stwierdziły , że umowa amerykańska "czyni iluzorycznym prawo europejskich właścicieli praw autorskich do kontroli publikowania ich własnych książek" oraz że nie umożliwiono im wypowiedzenia się w tej sprawie.
Peter Brantley, dyrektor Internet Archive, które tworzy konkurencyjny księgozbiór cyfrowy, stwierdził, że gdyby umowa amerykańska została zaaprobowana, unieważniłaby prawa zagranicznych autorów i wydawców zapisane w konwencji berneńskiej, dziewiętnastowiecznym międzynarodowym porozumieniu regulującym prawa autorskie.
Google w odpowiedzi na te zarzuty stwierdza , że jego amerykański serwis wyszukiwania książek "przestrzega międzynarodowego ustawodawstwa o prawach autorskich" oraz że "w żadnym przypadku nie kwestionuje praw autorskich autorów i wydawców spoza USA". Firma twierdzi ponadto, że właściciele praw będą mieli "szerokie uprawnienia (...) do całkowitego wstrzymania dostępu" jeśli tak postanowią lub do uczestniczenia w zyskach z nowych modeli biznesowych jakie Google zamierza zbudować na bazie książek cyfrowych.
Mimo iż umowa nie jest jeszcze wprowadzona w życie przeszkodą może się okazać sprawa wytyczona przez francuskich wydawców przeciwko nowej usłudze Google tym razem sprawa odbędzie się w Europie
Peter Brantley, dyrektor Internet Archive, które tworzy konkurencyjny księgozbiór cyfrowy, stwierdził, że gdyby umowa amerykańska została zaaprobowana, unieważniłaby prawa zagranicznych autorów i wydawców zapisane w konwencji berneńskiej, dziewiętnastowiecznym międzynarodowym porozumieniu regulującym prawa autorskie.
Google w odpowiedzi na te zarzuty stwierdza , że jego amerykański serwis wyszukiwania książek "przestrzega międzynarodowego ustawodawstwa o prawach autorskich" oraz że "w żadnym przypadku nie kwestionuje praw autorskich autorów i wydawców spoza USA". Firma twierdzi ponadto, że właściciele praw będą mieli "szerokie uprawnienia (...) do całkowitego wstrzymania dostępu" jeśli tak postanowią lub do uczestniczenia w zyskach z nowych modeli biznesowych jakie Google zamierza zbudować na bazie książek cyfrowych.
Mimo iż umowa nie jest jeszcze wprowadzona w życie przeszkodą może się okazać sprawa wytyczona przez francuskich wydawców przeciwko nowej usłudze Google tym razem sprawa odbędzie się w Europie